Festiwal zup rybnych w Boston Port

Gdy przeczytałem na Facebooku o festiwalu zup rybnych w warszawskim lokalu specjalizującym się właśnie w rybach nie mogłem przegapić takiej okazji. Tym bardziej, że kilka lat temu jadłem u nich zupy rybne i były bardzo słabe. Musiałem sprawdzić, czy się poprawiło.

Do knajpy uderzyliśmy w doborowym towarzystwie. Zamówiliśmy po Hainekenie 0,6 coby przepłukać kubki smakowe i każdy z nas wziął inną zupę rybną.

Najwyższy z nas, a więc ten najmądrzejszy zamówił specjalność zakładu: „New England Fish Chowder”. Jadłem ją już kiedyś i niestety nic się nie zmieniło. Zupa bardzo gęsta, ale bynajmniej nie od ryb. Smakowała jak grzybowa z proszku, na wierzchu posypana jakimś rybnym szrotem. Zdecydowanie nie warto, co stwierdziliśmy wszyscy jednogłośnie (oprócz tej czwartej, co nie je zwierząt i piła tylko piwo).

Chowder w Boston Port
Chowder w Boston Port

 

Ta chuda blondyna o uwodzicielskim spojrzeniu zamówiła flaczki rybne. W smaku w zasadzie jak klasyczne flaki. Tymianek zabił jednak cały smak, więc rybę nie bardzo było czuć. W środku za to sporo ryby pokrojonej w paski, ale nawet to nie uratowało dania.

 

Flaczki rybne w Boston Port
Flaczki rybne w Boston Port

 

Ja, jako król zup rybnych zamówiłem nowość zakładu przygotowaną specjalnie na festiwal, warszawską zupę rybną, której przepis sięga 160 lat wstecz. Przyznać muszę, że w końcu zupa, która się broniła. Nie, żeby była nadzwyczajna, czy wydumana. Była po prostu klasyczna i smaczna. Intensywny, klarowny rosół warzywno-rybny, kwaskowaty, a w środku rybka pokrojona w kostki.

Warszawska zupa rybna w Boston Port
Warszawska zupa rybna w Boston Port

 

Jeśli jesteście w okolicy wpadnijcie na tą warszawską – rozgrzewająca – na tą pogodę w sam raz. Jednak pół miasta specjalnie na nią bym nie jechał. Pozostałe zupy to niestety porażka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *